Ziemia Ognista

Z Ushuaia, sporego i gwarnego miasteczka na końcu świata, w strugach deszczu wyjeżdżamy w kierunku Rio Grande. Musimy cofnąć się kilkanaście kilometrów do punktu, z którego odchodzi nasza droga. Jej przebieg zgadza się z opisem z przewodnika tylko do pierwszego przejścia przez rzekę – dalej już musimy radzić sobie sami. Na drugą stronę rzeki przedostajemy się po szczątkach mostu, które ekspansywne bobry zaczęły przerabiać na tamę. Przedzieramy się przez rozległe połacie torfowisk, gęste lasy i bagna. Na Ziemi Ognistej w dolinach rzek znajdują się bogate złoża torfu. Mech torfowiec nadaje im charakterystyczną rdzawą barwę. Teren, po którym się poruszamy jest cały przesiąknięty wodą, po części także za sprawą bobrów, które, przywiezione z Ameryki Północnej, rozpanoszyły się tutaj na dobre. Marsz przez torfowiska jest bardzo uciążliwy – idzie się jak po puszystym dywanie, tyle że po kostki w wodzie. Dodatkową atrakcją dnia jest nieustająca ulewa. Przemoczeni, odnajdujemy małą chatkę u stóp Cerro Bonete. Jeszcze tego nie wiemy, ale jak się później okaże, to jedyna noc w górach Valdivieso, kiedy możemy się wysuszyć. Słoneczny poranek następnego dnia zdradliwie obiecuje poprawę pogody, więc ruszamy w górę doliny Beban. Obchodzimy żeremia, przekraczamy mokradła i potoki, wreszcie znajdujemy skrawek względnie suchej ziemi, gdzie rozbijamy namiot. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, pojawia się trójka niemieckich trekkersów. Dotarli tu bez mapy, kierując się wskazówkami z przewodnika i… dymem z naszego ogniska. Rozmawiamy o psującej się pogodzie, szczękając z zimna zębami. Trzeci dzień pozbawia nas złudzeń – od rana leje. Irracjonalnie wierząc w rozpogodzenie, razem z nowymi znajomymi stromo podchodzimy w stronę przełęczy Beban. Marsz jest utrudniony przez sypki rumosz skalny. Na wysokości 800 metrów mżawka przechodzi w śnieg. Za przełęczą rozciąga się kolejna bagnista dolina, opadająca w stronę ogromnego jeziora Fagnano. Początkowo schodzimy nią, by potem rozpocząć podejście w stronę szmaragdowego jeziorka Laguna Azul. Do samego jeziora jednak nie docieramy, bowiem droga (a raczej jej brak) prowadzi przez gęsty las, porastający zbocze zbudowane z serii półek skalnych. Zmęczeni taką wspinaczką rozstawiamy namioty na niewielkim torfowisku (wszystkie płaskie miejsca są tu podmokłe, namioty stoją w wodzie!). Kolejny dzień to wyjście do wspomnianego jeziora i wyżej, na przełęcz Mariposa. Droga nie jest oczywista, niezbędna jest tu mapa oraz umiejętność posługiwania się nią. Na kamienistej przełęczy zalega śnieg. W kolejną dolinę zjeżdżamy po żwirze. We mgle mijamy grupę jezior Valdivieso i rozpoczynamy zejście do szerokiej doliny Carbajal. Po kolejnym mokrym biwaku w dolinie, nad rzeką Olivia, myślimy już tylko o tym, jak wydostać się z doliny, opanowanej całkowicie przez bobry. Dotarcie do jej wylotu zajmuje nam cały dzień pełen rozrywek w postaci przekraczania wezbranych bocznych dopływów, wpadania po kolana w torf, szukania drogi wśród bobrowych zapór, rozgrzewania odmarzających stóp itp. Uff, wreszcie wydostajemy się do szosy. Wciąż jeszcze zaskoczeni tak trudnymi „letnimi” warunkami w górach o wysokościach „beskidzkich”, wracamy do Ushuaia. Nagrodą za trud jest kolejna, tym razem mięsna uczta – argentyńska parilla (grill). Wspomnienie smaku wybornej wołowiny jest równie silne jak wrażenia z dzikich i nieco niegościnnych gór Ziemi Ognistej.

Ani się spostrzegliśmy, jak przyszło nam kończyć spotkanie z Andami. Po 75 dniach podróży nadeszła pora na powrót. Znaleźliśmy ostatnie dwa bilety na samolot z Ushuaia do Buenos Aires (zdążyliśmy jeszcze wyskoczyć z Aires do San Clemente del Tuyu nad Atlantykiem i zobaczyć oceanarium). Potem do domu, na Wigilię. Choć przez te tygodnie spędzone w autobusach, na pustyni, w dżungli, pod lodowcami, poznaliśmy tak różne oblicza Andów, choć spotkaliśmy tylu gościnnych i serdecznych ludzi, to jednak opuszczamy Amerykę z uczuciem niedosytu – tyle jeszcze miejsc, gdzie nas nie było i które chcielibyśmy zobaczyć. Mamy nadzieję, że tu jeszcze kiedyś wrócimy.

<< Poprzednia

K O N I E C

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.