Boliwia - Parinacota

Postanawiamy zmierzyć się z sześciotysięcznikiem. Nasz wybór pada na Parinacotę – leżący w Cordillera Occidental, nieczynny wulkan o wys. 6348 m npm na granicy boliwijsko-chilijskiej. W tajemnicy zdradzimy, że jest on jednym z łatwiejszych do zdobycia sześciotysięczników na świecie. Ma kształt idealnego stożka i jest jednakowo dostępny z każdej strony. Wejście nie przedstawia trudności technicznych, co oznacza, że nie będzie (chyba) potrzebny sprzęt wspinaczkowy. Liczymy na to, że przy sprzyjających warunkach możliwe będzie wejście bez raków po płatach śniegu lub żebrach lawy.

Mapka poglądowa - dojazd od strony La Paz przez Patacamaya
parinacota.jpg

Parinacota znajduje się na terenie 2 parków narodowych: PN Sajama po boliwijskiej stronie i PN Lauca w Chile. Decydujemy się na dojazd z Boliwii, korzystniejszy ze względu na aklimatyzację, jaką zdobywamy przebywając już jakiś czas na Altiplano. Minibusem docieramy do wioski Sajama (4200m), położonej na pustynnym płaskowyżu otoczonym wulkanicznymi szczytami (wśród nich jest m.in. Nevado Sajama, najwyższy szczyt Boliwii o wys. 6542 m n.p.m.). Tu czeka nas pierwsze spotkanie z huraganowym pustynnym wiatrem. Ziarenka piasku wciskają się każdą szczeliną do rozstawionego z ogromnym trudem namiotu.

Następnego ranka rejestrujemy wyjście w stronę wulkanów w administracji parku (teoretycznie wymagane jest wyjście z przewodnikiem, ale udaje nam się przekonać strażników, że poradzimy sobie bez obsługi i mułów). Od przełęczy pomiędzy bliźniaczymi wulkanami Parinacota i Pomerape dzieli nas prawie 25 km pustynnych bezdroży. Przez większą część roku jest tu słonecznie i upalnie (ok. 40 C). Największym problemem jest brak wody po drodze. Zabieramy ile się da, tzn. ile jesteśmy w stanie udźwignąć mając w perspektywie dzień drogi na wysokości przekraczającej 4500. Początkowo przechodzimy przez pastwiska lam, stopniowo wszelka roślinność zanika i grzęźniemy po kostki w wulkanicznym pyle. Szybko orientujemy się, że tego dnia nie dotrzemy już do obozu bazowego. Początkowo wyraźna ścieżka gubi się w piaszczystych pagórkach, do tego wzmaga się wiatr, kolejny czynnik który może nam przeszkodzić. Po południu jest on tak silny, że uniemożliwia marsz. Trudno już nawet oddychać. Pomimo skromnych zapasów wody, musimy biwakować. Znów walka o rozbicie namiotu w huraganowej wichurze, tym razem dodatkowo na sypkim stoku – sukces osiągamy po przyciśnięciu płachty kamieniami. Wczołgujemy się do środka i staramy się utrzymać szarpany podmuchami namiot. Możemy przynajmniej oddychać, natomiast o odpoczynku i jedzeniu jeszcze przez kilka godzin nie ma mowy. Obawiamy się, że w każdej chwili możemy zostać zdmuchnięci wraz z całym dobytkiem z naszej „hałdy”. Wiatr cichnie dopiero późnym wieczorem. Wreszcie możemy zabrać się za gotowanie.

Następny dzień okazuje się nieco łatwiejszy – znajdujemy drogę wyprowadzającą spomiędzy piaszczystych i kamienistych grzbiecików w kierunku przełęczy. Obóz bazowy stanowi grupa większych skał, częściowo osłaniających przed wiatrem, na wysokości ok. 5100 m. Czas w obozie wypełnia nam dotarcie do płata zleżałego śniegu, transport śniegu do obozu i roztapianie go. Po południu, z dokładnością niemal szwajcarskiego zegarka, pojawia się nasz dobry znajomy - wiatr. Tym razem jesteśmy lepiej przygotowani na jego przyjęcie-zdążyliśmy rozstawić namiot i ugotować obiad, w dodatku część uderzeń przejmują głazy, za którymi się schowaliśmy. Staramy się odpocząć przed czekającym nas „atakiem”. Ogłuszający wiatr długo nie cichnie - zastanawiamy się, czy wyjście następnego dnia będzie w ogóle możliwe.

Mapka szczegółowa
parinacota2.jpg

Wstajemy nad ranem, podejście zaczynamy przed świtem. Jest mroźno, ale nie wieje. Silne łupanie w głowie przypomina, że zaszliśmy już wysoko. Droga jest orientacyjnie prosta, na początku pniemy się zygzakami po twardych żebrach lawy. Gdzieniegdzie pojawia się bardzo sypki żwir, który osuwa się pod naszym ciężarem i prawie uniemożliwia podejście po stoku o nachyleniu 40-45°. Na szczęście wkraczamy już w śnieżną kopułę wulkanu. Zmrożony śnieg daje lepsze oparcie. Wydaje się, że dalej pójdzie już łatwo, ale ku naszej rozpaczy trafiamy w labirynt dwumetrowych penitentów. Próbujemy wspinać się na nie, wyciągając na rękach, ale na tej wysokości jest to zbyt duży wysiłek. Musimy więc kluczyć wśród firnowych igieł, co niepokojąco wydłuża drogę na szczyt. Po siedmiu godzinach przebijania się jesteśmy już tak zmęczeni, że co kilka metrów zmieniamy się na prowadzeniu. Przed zawróceniem powstrzymuje nas myśl, że zostało niewiele. Tuż pod szczytem pole penitentów nagle się kończy. Od krawędzi krateru dzieli nas ostatnie 100 m bardzo stromego stoku. Usiłując podejść po żwirze i pyle, osuwamy się wraz z podłożem. Krok do przodu i dwa do tyłu. Wejście na wulkan wydaje się niemożliwe. W końcu opracowujemy skuteczną metodę – wynajdujemy wąskie pasemka śniegu, z którymi zjeżdżamy nieco wolniej niż z samym pyłem wulkanicznym, co daje czas na wykonanie kolejnego rozpaczliwego kroku. Ostatnie metry dłużą się w nieskończoność, aż stajemy na krawędzi rozległego krateru!

parinacota1_small.jpg
Wnętrze krateruparinacota2_small.jpg
Widok ze szczytu - w oddali Sajama

Zaglądamy do wnętrza góry. Kilometrowej średnicy czerwono-żółty krater wygasłej Parinacoty pokryty jest lodowymi igłami i żółtymi plamami siarki. Dookoła przepiękny, choć nieco księżycowy krajobraz – pustynia i wynurzające się z niej białe stożki wulkanów. Sami nie wiemy co cieszy nas bardziej – niesamowita sceneria nietypowych gór, czy satysfakcja z pokonania własnej słabości. Jeszcze nie do końca zdając sobie sprawę z potwornego zmęczenia, schodzimy, a właściwie zjeżdżamy wraz ze skalnym gruzem do namiotu, który został na przełęczy pomiędzy bliźniakami. Następny dzień jest dla nas niezwykle wyczerpujący-po ataku szczytowym trudno jest się zmusić do jakiegokolwiek wysiłku, a nas czeka jeszcze zejście i powrotny marsz przez pustynię. Nagrodą po trudach i niebywałą atrakcją jest kąpiel w gorących źródłach z widokiem na „nasz” wulkan.

parinacota3_small.jpg
Bliźniacze wulkany Payachatas - Parinacota i Pomerape

<< Poprzednia Następna >>
O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 License.